Podróże – Kenia (maj 2019)

Podróże – Kenia (maj 2019)

Kenia to kraj kontrastów, nie tylko piękna gorąca Afryka ale kraj biedy ale i szczęśliwych ludzi.

Kilka lat temu uznałem, że jazda na nartach raz w roku w moim wieku może być niebezpieczna. Potwierdziło to wielu moich znajomych, którzy każdej zimy oczekują na wymarzony wyjazd w Alpy, Pireneje czy choćby nasze Tatry. Nie było ostatnio roku żeby ktoś nie złamał nogi, nie uszkodził więzadeł w kolanie czy (jak mój syn) pogruchotał czaszki. Uznałem więc, że w związku z nieubłaganym upływem czasu należy porzucić pogoń za niebezpieczeństwem i zamienić narty na najbardziej prymitywną formę wypoczynku czyli odpoczynek na plaży, w słońcu czasem z jakimś drinkiem 😉

Staram się latać daleko choć mocno ogranicza mnie czas i staram się latać z rodziną, żeby łapać te chwile razem póki dzieci są małe i jeszcze chcą razem podróżować.

W tym roku padło na Kenię. Lot umierkowanie długi, kraj egzotyczny, no i podstawowy warunek – ciepło.

Trochę przygotowań, kilka przewodników, decyzja o przyjmowaniu Malarone, pakowanie i w samolot. Lot bezpośredni bez emocji. Droga do hotelu początkowo przez Mombasę i jej przedmieścia przybliżyła nam tutejsze warunki. Jednak to co zobaczyliśmy później przerosło nasze oczekiwania.

Brak prądu i wody – coś co dla nas jest oczywiste tam jest luksusem. Domki z patyków i gliny pokryte starą blachą lub liśćmi. Ogniska płonące przed „lepiankami” i przygotowywane posiłki. Sklepy – ciężko nawet użyć tej nazwy – z pojedynczymi produktami niezbędnymi do życia. Jedyny pozytyw w tym biednym świecie to uśmiechnięci ludzie. Oni po prostu nie znają innego życia. Zwykle nie mają pracy, utrzymują się z tego co złapią w oceanie czy wyhodują. Podczas wyjazdu nie robiłem w zasadzie zdjęć, żeby nie utrwalać nawet smutnych wspomnień. Hotel okazał się innym światem, luksusowym, europejskim. Pracownicy mili, szanujący swoją pracę i zawsze pomocni.

Przyszła też pora na safari, no bo jak tu być w Afryce i nie zobaczyć zwierząt na wolności. Park Tsavo okazał się olbrzymim, ograniczonym drutami elektrycznymi zoo. Widzieliśmy wszystkie zwierzęta, które chcieliśmy zobaczyć. Z wielkiej piątki zabrakło nosorożca ale Zosia zaliczyła hipopotama zamiast niego i tym sposobem Wielka Piątka Afrykańska skompletowana. Mimo świadomości że jest to kontrolowana niewola miło było zobaczyć egzotyczne zwierzęta w ich naturalnym środowisku.

Nurkowaliśmy na rafie w okolicy wyspy Wasini niedaleko granicy z Tanzanią.

Oczywiście biedny afrykański naród stara się maksymalnie zarobić na turystach. Opanowali to do perfekcji. Ceny dla „białych” są zupełnie inne niż dla tubylców. Wszystkiego.

Wycieczka egzotyczna, bardzo fajna jednak dająca dużo do myślenia. Cieszę się, że mogę realizować swoje marzenia ale przyszła refleksja, że są miejsca gdzie choćbyś bardzo chciał i usilnie pracował nie jesteś w stanie osiągnąć pewnego poziomu – bo go tam nie ma 🙁

2019-02-1409:58:13+00:00